Michael Hedges

Nie samym hard rockiem człowiek żyje – jednym ze stałych elementów bloga będą zatem notki o przedstawicielach innych gatunków, przeważnie takich, które miały wpływ na naszą ukochaną muzykę.

Na dobry początek przygody z muzyką akustyczną przygotowałem biografię mistrza nad mistrzami – Michaela Hedgesa, okrzykniętego Paganinim i Hendrixem gitary akustycznej w jednym. Mimo stosunkowo krótkiej kariery, zdołał stworzyć nie tylko własny styl, ale całkiem na nowo zdefiniować brzmienie akustyka. Światowa czołówka gitarzystów rockowych do dziś zachwyca się jego dokonaniami – mam nadzieję, że po zapoznaniu się z tym tekstem dołączycie do nich i Wy.

Na jednym z koncertów Michaela Hedgesa fan zakrzyknął: „Zagraj coś nieprzewidywalnego!”, czym spowodował pełną zdziwienia ciszę zarówno na scenie, jak i pośród widowni. Po chwili namysłu Michael odpowiedział: „Próbowałem to robić przez całe życie”, wzbudzając aplauz, który był porównywalny tylko z tym, jaki otrzymywał po każdy zagranym utworze.

Michael Hedges był być może najbardziej innowacyjnym gitarzystą akustycznym w historii tego instrumentu, ale przede wszystkim był kompozytorem grającym na gitarze, a nie gitarzystą grającym kompozycje. Jego nowatorska technika wynika raczej z budowy utworów niż wyraźnych prób wirtuozerii. Osoba Michaela jako nowoczesnego kompozytora, oryginalnego gitarzysty i ekstrawaganckiego wykonawcy doprowadziła do stworzenia eklektycznego stylu, który wymyka się wszelkim próbom zdefiniowania. Przez wszystkie lata swojej działalności używał wielu żartobliwych zwrotów określających jego muzykę (żeby nie wypaczyć znaczenia, zostawiam je w oryginale): „violent acoustic”, „heavy mental”, „acoustic thrash”, „wacka-wacka”, „new edge”, „savage myth” czy „deep-tissue gladiator guitar”, ale niezależnie od zdania innych osób, faktem jest, że jego twórczość przez szesnaście lat działalności niełatwo było zaklasyfikować do jakiegokolwiek gatunku. Michael Hedges od zawsze tworzył muzykę na własnych warunkach.

Muzyczne życie Michaela zaczęło się w rodzinnym Enid (Oklahoma), gdzie romansował z wieloma instrumentami ostatecznie skupiając się na flecie i gitarze. Koniec końców dostał się na Phillips University, gdzie studiował grę na gitarze klasycznej, ale przede wszystkim uczył się pod opieką swojego mistrza – E. J. Ulricha. Następnie zdobył stopień naukowy z kompozycji na Peabody Conservatory w Baltimore, równocześnie pogłębiając swoje zainteresowanie muzyką elektroniczną. „Uczęszczałem do szkoły nowoczesnej kompozycji XX wieku. Słuchałem takich twórców jak Leo Kottke, Martin Carthy i John Martyn, ale w głębi duszy kierowałem się bardziej ku muzykom pokroju Stravinsky’ego, Varese’a czy Weberna. Dużo uwagi poświęcałem kompozytorom eksperymentalnym, vide Morton Feldman.” Pociąg do tego rodzaju muzyki sprawił, że Michael w 1980 dostał się na słynny wydział muzyki elektronicznej Uniwersytetu Stanforda. W trakcie jednego z występów w pobliskim Palo Alto Hedgesa usłyszał gitarzysta i współzałożyciel Windham Hill – Will Ackerman, który później wspominał: „Michael wyrwał mi głowę. Czułem się, jakbym na nowo oglądał wynalezienie gitary.”

Tuż przed spotkaniem z Ackermanem, Michael poznał swoje muzycznego druha, basistę Michaela Manringa. Ta dwójka wspólnie rozpoczęła kariery nagrywając w 1981 roku „Breakfast in the Fields” – album, który z miejsca zapewnił Hedgesowi miano schematycznego buntownika i pioniera całkiem nowego gatunku muzyki akustycznej, tak daleko idącego jak ten stworzony przez jego wielkiego poprzednika – Leo Kottke. Mimo, że albumowi brakowało jeszcze charakterystycznego „przyrodniczego brzmienia”, które pojawi się na późniejszych płytach, niesamowite kompozycje i ich wykonanie sprawiło, że koledzy po fachu, od Davida Crosby’ego do Larry’ego Coryella musieli zauważyć nowy rodzaj syntezy uchwycony na taśmie.

Przez następne dwa lata umiejętności Michaela osiągnęły kolejny poziom, czego skutkiem były dynamiczne występy w stylu „człowieka orkiestry”. Łącząc te osiągnięcia z rewolucyjnymi technikami wzmacniania brzmienia gitary akustycznej, stworzył dzieło, jakiego nikt nigdy do tej pory nie słyszał – nominowane do nagrody Grammy „Aerial Boundaries”. Barwa dźwięku, mieszająca w głowie technika, kompozycyjne wyrobienie i dynamiczny zasięg ekspresji na tym nagraniu były naprawdę rewolucyjne. W pewnym sensie Michael zostawił swój poprzedni album pośród popiołów, daleko w tyle. Joe Gore w cover story na łamach Guitar Playera pisał: „… brzmienie i technika ukazane na pierwszym albumie ostatecznie wydoroślały, a Hedges pozostawił resztę przedstawicieli gatunku daleko w tyle.”

W 1985 stało się jasne, że Michael nie zamknie się w granicach muzyki instrumentalnej, ani żadnej innej kategorii, wliczając w to „new age” – gatunek, który Windham Hill zasadniczo stworzyło. W konsekwencji wytwórnia założyła podwytwórnię, częściowo dlatego, by wydać album „Watching My Life Go By”, jak samo określał go Hedges: „Eklektyczne nagranie z dziwnie brzmiącymi folkowymi piosenkami.” „Prawdziwym sednem sprawy jest to, o czym kompozytor myśli kiedy pisze kawałek. Określenie „new age” nie przychodzi mi na myśl kiedy siedzę przy stole albo z gitarą. Żadne kategorie nie pojawiają się w mojej głowie – uważam, że tak właśnie powinno być. Gdybym miał gotowy przepis, byłoby to kolejne ograniczenie, z którym musiałbym się zmierzyć, a tego nie chcę. Robię to co robię, żeby być na haju. To dzieje się ze mną, kiedy tworzę muzykę.”

Wydane w 1987 roku „Live on the Double Planet”, będące zapisem koncertów z USA i Kanady, jest podsumowaniem dotychczasowego rozwoju Michaela i świadectwem niesamowitej energii jego występów. Album zawiera oryginalne i zaaranżowane od nowa utwory, w tym dwa na gitarę harfową – rzadki instrument, który opanowało niewielu, a jeszcze bardziej nieliczni z takim wdziękiem i zasięgiem ekspresji jak Michael – oraz trzy covery, wliczając w to dziką wersję „All Along the Watchtower”. „Kiedy piszę kawałek, piszę go dla siebie. Kiedy go gram, robię to dla publiczności, a ona zwraca mi go ze zdziesięciokrotnioną siłą. Myślę, że zawsze musisz dbać o to, by ta więź trwała, ponieważ to tym właśnie jest muzyka – porozumiewaniem się ludzi. Występ to doświadczenie zmysłowe, komponowanie – duchowe. Dźwięk płynie z jednej ludzkiej duszy do drugiej. Moje podejście do muzyki i życia jest identyczne. Nie wiem dlaczego tak jest, ale zawsze myślę o sposobie w jaki żyję, kiedy gram na gitarze i zawsze myślę o grze na gitarze, kiedy żyję. Po co myśleć o gitarze kiedy na niej grasz? Dlaczego nie zastanowić się nad życiem? Wcale nie chcesz powiedzieć ludziom, jak grasz na instrumencie. Chcesz im powiedzieć, jak żyjesz. To przyczyna gry na gitarze, z mojej perspektywy.”

Nominowany do nagrody Grammy „Taproot”, „autobiograficzny mit przedstawiony w muzyce”, zawiera utwory instrumentalne i jedną kompozycję wokalną – pierwsze nagranie Michaela w jego studiu w Północnej Karolinie. Geneza „Taproot” wiąże się z twórczością pisarzy Josepha Campbella i Roberta Bly’a, którzy zachęcali do tworzenia osobistych mitów i niedosłownych obrazów, by definiować i pogłębiać tożsamość. „Mam kłopoty takie jak wszyscy inni ludzie. Potrzebowałem czegoś, co utrzyma mnie  w pionie, więc napisałem historię zawierającą symbole z mojego życia – Campbell powiedziałby, że stworzyłem ‚mit, według którego można żyć’. Skończyłem ją i tym samym rozwiązałem swoje problemy. Następnie wziąłem imiona postaci, które reprezentują prawdziwych ludzi w moim życiu oraz wydarzenia, które są wymyślone, ale symboliczne i zrobiłem z nich tytuły piosenek.” Muzyczne katharsis Michaela było jego najbardziej epickim dziełem, od przygnębiających i zmuszających do refleksji kawałków po dziki nastrój „Ritual Dance” i „The Rootwitch”.

Hedges pojawiał się na okładce każdego większego magazynu gitarowego, pięciokrotnie zdobywając nagrodę najlepszego gitarzysty akustycznego, dzięki głosom czytelników Guitar Playera. Przez ten sam magazyn okrzyknięty został jednym z 25 gitarzystów, którzy zatrzęśli światem – „Taproot” pokazał jednak, że Michael wykraczał już poza granice solowej gitary akustycznej. „Dodali mnie (GP) do ‚Galerii Sław’. Wywnioskowałem z tego, że nie muszę już nikomu udowadniać, że jestem gitarzystą, mam więc wolną rękę w dążeniu do innych brzmień i zainteresowań. Nie chcę być ograniczany przez coś, co ludzie nazywają ‚stylem’. Chcę pisać muzykę taką, jaką czuję, a nie to, czego ode mnie oczekują ludzie na podstawie moich wcześniejszych dokonań.” Rezultatem był pierwszy od czterech lat album – „The Road to Return” – w przeważającej mierze nagranie wokalne ze znacząco bardziej wyszukanymi aranżacjami niż we wcześniejszych pracach. Dodatkiem do gitary akustycznej były grane przez Michaela partie na flecie, bębnach, syntezatorze, harmonijce czy gitarze elektrycznej. „The Road to Return” jest podróżą wgłąb siebie. Nie nostalgiczną wycieczką – raczej wizjonerską wyprawą.

Po tym wydarzeniu Hedges wyruszył w trzy trasy koncertowe, w których akompaniował mu Michael Manring. Co typowe dla jego występów, nie były one tym, czego wszyscy się spodziewali. Michael w większości zignorował materiał z nowego krążka w zamian prezentując mnóstwo nieznanych dotąd kompozycji – duży nacisk kładąc na ścieżki fortepianowe – połączonych z elementami scenicznej yogi. Następnie wybrał się w kolejną trasę, tym razem sam, zostawiając klawisze w domu i ponownie skupiając się na gitarze akustycznej i harfowej. Znów pojawiły się nowe kompozycje, a wśród nich pierwszy wokalny utwór na wspomnianą gitarę harfową.

Jak pokazuje obfitość kompozycji, Michael wszedł w nowy, płodny i energiczny okres, który trwa do teraz. Utwory wokalne, takie jak „Torched”, „Rough Wind in Oklahoma” i „Free Swingin’ Soul” oraz instrumentalne: „Dirge”, „Jitterboogie” i „Ignition” charakteryzują się dużą różnorodnością, bezpośrednim przekazem i intensywnym, pełnym emocji wykonaniem. By poradzić sobie z obfitością nowego materiału, Hedges zaczął pracować nad dwoma projektami – pierwszym, wydanym ostatnio „Oracle” i drugim, roboczo nazwanym „Torched”.

„Oracle” sygnalizowało powrót Michaela do świata muzyki instrumentalnej. Wyłączając cover The Beatles „Tomorrow Never Knows”, album ten stanowił najbardziej różnorodne i dynamiczne osiągnięcie gitarowe muzyka. Płyta zawiera tak różne kompozycje jak skomplikowane i pełne pasji „The 2nd Law” i „Baal T’shuvah” zagrane stylem fingerstyle, niepohamowane „Ignition”, łagodne „Jitterboogie”, chwytające za serce „Dirge” oraz wiele więcej. Dodatkowo, piękna multiinstrumentalna kompozycja tytułowa (początkowo nazwana „Fusion of the Five Elements”, ostatecznie otrzymała nazwę miasta w Arizonie, gdzie powstała) pokazuje dojrzałość w sposobie produkcji, z którym Michael eksperymentował na „The Road to Return”.

Podobnie jak jego niesamowite występy, „Oracle” wybitnie pokazuje miłość Hedgesa do popowego i rockowego dziedzictwa. Jego aranżacja „Tomorrow Never Knows” The Beatles (wykonana w duecie z Michaelem Manringiem) oraz interpretacja Franka Zappy w „Sofa #1” (którą Michael stworzył na zaproszenie Dweezila Zappy jako część gitarowego hołdu dla jego zmarłego ojca) pokazują umiejętność Hedgesa dostosowywania trudnych kompozycji do swojego instrumentu (miał niepowtarzalną możliwość wykonania „Sofa #1” dla Zappy krótko przed jego śmiercią). Na płycie pojawia się także „Theme from HATARI!” Henry’ego Manciniego oraz urocza ballada „When I Was Four”, którą stworzył na bazie gitarowego stroju jednego ze swych synów.

Jeśli sztuka Michaela jest napędzana przez szczerość, los musiał być po jego stronie niedługo po tym, jak zakończył nagrywać „The Road To Return”. Podczas koncertu w Oregonie (1994) Hedges spotkał kobietę, która zwróciła mu gitarę skradzioną z jego vana piętnaście lat wcześniej, gdy supportował Jerry’ego Garcię. Robiony na zamówienie instrument (stworzony przez lutnika Kena DuBourga i wykorzystywany często na „Breakfast in the Field”) był w opłakanym stanie, ale Michael zainwestował w jego renowację – gitara ta stała się inspiracją dla kilku utworów słyszanych na „Oracle”.

Jak twierdzi Hedges, „Oracle” idealnie wpasowuje się w chronologię jego życia – „’The Road to Return’ było poszukiwaniem tego, kim jestem. Później zwrócono mi moją starą gitarę i pomyślałem ‚Tak, to jest część mnie’. Teraz jestem otwarty. Mam przeczucie, że za horyzontem oczekuje na mnie coś nowego, ponieważ, mimo wszystko, na ile różnych sposobów można uderzać w gitarę? Od kiedy zacząłem pisać piosenki jestem bardziej świadomy tego, do jakiej muzyki zmierzam. Nie powinno być to uznane za nowy okres w mojej karierze, ale za jeszcze więcej mnie samego.”

Obecnie Michael pracuje nad materiałem do albumu roboczo nazwanego „Torched”. Rzut uchem na przeważnie wokalny materiał wskazuje na połączenie wyszukanej produkcji „The Road to Return” i skoncentrowanej energii „Oracle”. Można odnieść wrażenie, że Michael zatoczył pełne koło, aczkolwiek z szerszym zakresem zainteresowań i, na co wskazują jego nowe piosenki, ponownymi, uczuciowymi narodzinami. Geniusz Michaela zawsze polegał na umiejętności wykorzystania muzyki jako narzędzia do odkrywania i wyrażania siebie samego. Nie było to nigdy prawdziwsze niż jest teraz.

Ode mnie:

Biografia, którą mam nadzieję mieliście okazję przeczytać, jest nieco nieaktualna. Napisano ją w 1996 roku z okazji wydania najnowszej płyty Michaela Hedgesa – obszernie opisanego „Oracle”. Album „Torched”, nad którym pracował, ukazał się pod tą nazwą, ale już po tragicznej śmierci artysty w 1997 roku (wypadek samochodowy).

Autor biografii: Matt Guthrie
Tłumaczył: Michu
Oryginał: Nomad Land

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: