Wywiad z Koritni

Mimo iż często zmienia fryzury, power w jego głosie wciąż pozostaje ten sam. Lex Koritni jest zdecydowanie najważniejszą postacią swojej kapeli, na co wskazuje chociażby jej nazwa. W marcu tego roku Koritni wydali nowy, mocno zalatujący siarczystymi riffami i piekielnym wokalem album „Welcome to the Crossroads” – słuchając go jestem niemalże pewna, że pakt z diabłem został zawarty, nieważne jak hardo wojującym ateistą jest lider zespołu. Dzięki takim kapelom jak Koritni siła hard rocka nie zmaleje. Choć pozostają wierni swym australijskim tradycjom, to popularność zdobyli przede wszystkim w Europie, głównie we Francji. Teraz pukają do drzwi fanów rock’n’rolla z Polski. Na początek – kilka (no może nieco więcej) słów od Lexa.

English version of this interview inside note, after polish translation.

Link to english version.

Sasza: Opowiedz nam o kulisach historii Green Dollar Colour. Nagraliście razem fajny album, co poszło nie tak? Długo zajęło Ci budowanie nowego składu dla Koritni?

Lex: Historia ‚Green Dollar Colour’ jest długa i stosunkowo mało interesująca. To był dobry album, ale nigdy nie było z tego kapeli, byłem tylko ja i jeszcze jeden koleś. Nagraliśmy razem krążek (co było wystarczająco bolesne, kilka razy w czasie nagrania groził, że mnie zwolni lub sam odejdzie), wydaliśmy go i wtedy Sam Prevot (mój ówczesny i obecny manager) zorganizował trasę koncertową. Musieliśmy zebrać do kupy zespół, z którym moglibyśmy podróżować, gdyż sam gitarzysta i wokalista raczej kapeli nie stworzą . Największy problem polegał na tym, że gitarzysta nigdy przedtem nie grał na żywo i zwlekał z szukaniem nowych członków. Zadzwoniłem do swego starego kumpla z ławki szkolnej, Chrisa Browna, by zacząć robić próby (i ponownie nieomal zostałem za to zwolniony), a koleś grał świetnie. Termin trasy zbliżał się nieuchronnie, a my wciąż nie mieliśmy zespołu. Poprosiłem znajomego, by przyleciał z Francji i dołączył do grupy (Eddy Santacreu), był on najlepszym gitarzystą jakiego kiedykolwiek poznałem, więc miałem szczęście, że zdecydował się rzucić obecną pracę i przeprowadzić się do Australii, by zasilić zespół. I znów tamten oryginalny gitarzysta nie był zadowolony z tej inicjatywy i postraszył mnie zwolnieniem lub swoim odejściem. Z wielu przyczyn nie widziałem możliwości wyjścia z tej patowej sytuacji, pomogłem więc  mu wprowadzić pogróżki w życie (innymi słowy – zwolniłem się sam, ha ha).

To była najlepsza decyzja, jednakże Eddy nie był zbyt z tego zadowolony, dochodząc do wniosku, że rzucił swoją pracę, by przyłączyć się do kapeli, która nie dość, że nigdy wcześniej właściwie nie istniała, to jeszcze definitywnie nie jest w stanie zaistnieć teraz. Szkopuł tkwił w tym, że wciąż mieliśmy zaaranżowaną trasę do Francji i musiałem wywiązać się z tych zobowiązań. Powiedziałem Chrisowi i Eddiemu: ‚nie martwcie się, mam miesiąc na znalezienie nowego gitarzysty i basisty’. Odpowiedzieli, że 6 miesięcy zajęło mi znalezienie ich dwóch! Lecz po przesłuchaniu ok. 150 gitarzystów i 100 basistów znalazłem idealny skład. Pojechaliśmy w trasę świetnie się przy tym bawiąc i do tej pory ani razu nikt nie został zagrożony zwolnieniem.

W 2006 roku supportowaliście Scorpionsów, opowiedz nam o tym wydarzeniu. Czy według Ciebie właśnie to okazało się jedną z głównych przepustek do popularności w Europie? Jeśli nie, to co innego?

Taak, to było świetne doświadczenie! To grupa zajebistych gości, pod wieloma względami przypominają przeciętnych Australijczyków, lubią dobrze wypić i się pośmiać (ich manager, Peter, jest absolutnie przezabawny! Z nim zawsze jest świetna zabawa!). Jednakże tak naprawdę nasza popularność w Europie to zasługa publiki. Wydaje mi się, że europejska widownia po prostu kocha rock’n’hard rolla. Już nie chcąc się chwalić, że mamy wśród nich mnóstwo fanów.

Jak tam idzie europejska trasa? Jak wytłumaczysz Wasz ogromny sukces we Francji? Co z innymi państwami?

Trasa idzie wspaniale. Przez kilka następnych tygodni zrobimy sobie wakacje, a potem w czerwcu wracamy na trakt. Francja zawsze odbierała nas cudownie, ze względu na to, że nasz gitarzysta mówi po francusku (ja też niedawno zacząłem uczyć się francuskiego i zdobyłem 100% z egzaminu na 1 poziom) to oznacza, że możemy zyskać większą publiczność dzięki wywiadom etc., porozumiewając się w ojczystym języku naszych fanów. Ale oczywiście posiadanie managera-Francuza oznacza, że pierwszym terytorium, które chce się eksploatować jest to znajdujące się najbliżej domu. Ale najważniejszą rzeczą jest fakt, że mamy tam przyjaciół i rodziny, u których mogliśmy zatrzymać się w ciągu pierwszych tygodni objeżdżania Francji. To kluczowa kwestia, gdyż dzięki temu nie musieliśmy opłacać rachunków hotelowych, czekając na kolejny koncert.

Najbardziej pamiętny występ na żywo – gdzie, kiedy i dlaczego?

Hmmm, było ich tak wiele, lecz nie takich, których się spodziewasz. Zawsze zapamiętuję te straszne koncerty, bo potem jest co wspominać i się pośmiać. Myślę, że tak samo jest z wieloma innymi rzeczami, pomyśl np. o najlepszej potrawie, jaką jadłaś… to ciężkie, gdyż pewnie tak jak ja jadłaś w życiu wiele dobrego żarcia, a teraz pomyśl o najgorszym posiłku, proste co? Więc biorąc to pod uwagę, jeden z koncertów, których nigdy nie zapomnę, to ten, do którego nigdy nie doszło. Byliśmy w trasie po Anglii, zajechaliśmy do miasta (nie pamiętam gdzie to było), lecz było przerażająco zimno (dzięki temu szczegółowi pamiętam, że to była Anglia) skierowaliśmy się do pubu, gdzie okazało się, że kapela, która miała nas supportować nie dotrze na miejsce. Problem polegał na tym, że planowaliśmy użyć ich perkusji i wzmacniaczy. Zatem brak supportu = brak koncertu. Manager pubu miał tak straszne wyrzuty sumienia (gdyż chłopaki z tamtej kapeli byli jego przyjaciółmi), że zapewnił nam darmowe drinki przez całą noc, tak więc śpiewaliśmy karaoke, wysuszając pub z zapasów alkoholu. Jedną z najzabawniejszych rzeczy tej nocy był Matt (basista) śpiewający ‚Wanted Dead or Alive’ Bon Joviego. Następną rzeczą, którą pamiętam z tego wieczoru, był fakt, że o 3 w nocy znaleźliśmy  się w obskurnym nocnym klubie załadowanym grubymi Brytyjkami ubranymi tak, jakby były supermodelkami, starającymi się wyglądać i tańczyć seksownie, lecz cholernie nieskutecznie… Potem wydaje mi się, że skonsumowaliśmy ok. 4 w nocy kebaba, lub po prostu to tylko wspomnienie jednej z grubasek jedzących kebaba, nie wiem, ale tak czy siak był to jeden z występów, który właściwie koncertem nie był.

Wśród swoich głównych inspiracji zawsze wymieniasz Guns’n Roses. Zatem: Slash vs Axl? A teraz na poważnie – co sądzisz o obecnym GnR? Czy to wciąż GnR czy już tylko ‚głos rozpaczy’ Axla? Modlę się o zjednoczenie…

AXL, AXL, AXL, dla mnie to on jest i zawsze był brzmieniem Gunsów. I nie, nawet jeśli popełniam rock’n’rollowe bluźnierstwo, nie żywię nadziei na zjednoczenie. Naprawdę podoba mi się nowe GnR i uważam, że spory stopień ślepej nostalgii wypływa, gdy ludzie mówią o starym GnR, na żywo byli oni co najwyżej przeciętni, połowa z nich była zbyt zjarana, by nawet poprawnie zagrać utwór! Więc nie, uważam, że teraz zespół jest dużo bardziej profesjonalny i efektywny. Oczywiście jest różnica, ale upłynęło już 20 lat, i wolę posłuchać GnR w stylu Chinese Democracy, niż oglądania Axla śpiewającego kawałki Velvet Revolver. Poza tym, jeśli by się nie rozpadli, nigdy nie otrzymalibyśmy od Slash Snakespit jednego z najlepszych  rockowych albumów w ogóle, ‚Aint’ Life Grand’.

Inne wpływ i inspiracje? Mniej spodziewane niż AC/DC…?

Heaps, Little Richard, Wilson Pickett, Mickey Jupp, Freddie King, Jerry Lee Lewis, Aretha Franklin, Jimmy Barnes, Pantera, ZZ Top, Shotgun Messiah, Ministry, Big Bill Broonzy, Elton John, Free, Creedence, lista się ciągnie w nieskończoność, ale również mam sentyment do ambientu np. Jean-Michel Jarre and Tangerine Dream.

Jak w jednym zdaniu opisałbyś każdy ze swoich albumów? Który z nich jest dla Ciebie najważniejszy i dlaczego? Jesteś zadowolony z oceny fanów i recenzji krytyków każdego z nich?

Green Dollar Colour – „Dzięki Bogu to koniec, a najważniejsze, że słowo ‚colour ‚ jest wymawiane poprawnie!”

Lady Luck – „Świetne piosenki, świetna praca artystyczna, ale znów, nieprzerwanie tykający zegar w studio w zestawieniu z coraz szybciej malejącym saldem w banku oznaczały, że zabrakło czasu. Chciałbym mieć tu bardziej ‚produktywny’ album, lecz z nie mniejszym sukcesem”

Welcome to the Crossroads – „Pierwszy album, z którego jestem naprawdę zadowolony, jest świetną kombinacją stylów przy zachowaniu głównych fundamentów – recenzje to doceniają!”

Czy mógłbyś wskazać główne kamienie milowe tworzenia Waszego debiutanckiego albumu „Lady Luck”? Jak wyglądał proces pisania i nagrywania utworów?

Wydaje mi się, że kamieniem milowym tego albumu był cały proces jego nagrywania, po torturach związanych z tworzeniem ‚Green Dollar Colour’, ‚Lady Luck’ wydawał się przyjemnym spacerkiem po parku. Wszystko poszło gładko i łatwo. Pisanie piosenek było krótkim epizodem (z tego co pamiętam napisałem je w 3 miesiące), niektóre z nagrań zostało przearanżowane przeze mnie w studio w dniu nagrywania, nie wspominając już o tym, że wiele tekstów powstało w kabinie wokalnej. Jest pewna surowa świeżość w tym krążku, której można było się spodziewać, skoro grupka facetów spotkała się razem i nagrała album jedynie po 6 miesiącach znajomości.

Wasz trzeci album „Welcome to the Crossroads” to naprawdę wielki kawał kopiącego rock’n’rolla! Czy zawarłeś pakt z diabłem tak, jak Robert Johnson? Lub może coś bardziej przyziemnego wpłynęło na Ciebie, by tak zatytułować krążek? ;)

Jeśli miałbym duszę, to prawdopodobnie bym ją zaprzedał będąc dzieciakiem, by dostać nową deskorolkę czy coś innego, lecz będąc dobrym naukowo nastawionym ateistą właściwie nie mam duszy na sprzedaż, może mógłbym pożyczyć Twoją na jakiś czas?

Zaprosiłeś kilku specjalnych gości do wzięcia udziału w tym projekcie – Jeffa Scotta Soto (WET, Journey), Jeffa Watersa (Annihilator) i Tustiego Browna (Electric Mary). Jak doszło do tej współpracy?

Naprawdę banalnie, jeśli nie spytasz, to nigdy się nie dowiesz. Moja stara wytwórnia Bad Reputation wydała również ‚Down to the Bone’ Electric Mary. Kilka razy mijaliśmy się i, gdy nadszedł czas nagrywania ‚Welcome to the Crossroads’ zadzwoniłem do Rustiego, który był więcej niż szczęśliwy, że może dodać swój wokal. To samo tyczyło się Jeffa Scotta Soto, poznałem go, gdy miałem ok 20 lat, trochę razem wypiliśmy i pośmialiśmy się w Paryżu, gdy robił trasę z albumem ‚Lost in Translation’. Wziąłem jego maila i pozostaliśmy w kontakcie. Lecz Jeffa Watersa nigdy nie spotkałem (choć mam nadzieje, że pewnego dnia do tego dojdzie). Wysłałem mu mailem piosenkę, odpowiedział: „Podoba mi się ten utwór stary, ale są 2 problemy, 1 – w tym momencie jestem na wakacjach, 2- solo na tym nagraniu już wystarczająco kopię dupsko!!!” Byłem bardzo szczęśliwy, bo to ja nagrałem solówki na demie, które mu wysłałem, a Jeff Waters właśnie powiedział mi, że moja solówka kopie dupę ha ha! Odpowiedziałem „stary, nie mogę się doczekać kiedy twój urlop dobiegnie końca, a solo to tylko demo, więc zamierzam je skasować” Skończyło się na tym, że nagrał dla nas niesamowitą solówkę!

Kto jest odpowiedzialny za teksty w Koritni? Jakie jest Wasze przesłanie dla słuchaczy? Sex, drugs and rock’n’roll?

99% tekstów napisałem ja. I nie mam żadnego przytłaczającego przesłania, po prostu piszę piosenki o moim życiu, o rzeczach, których doświadczyłem lub zasłyszanych historiach innych ludzi. Jest zapewne kilka utworów, w których operuję rock’n’rollowymi stereotypami, których tak, jak wielu innych doświadczyłem, ale to nie podsumowuje mojego życia. Jeśli poczytasz moje teksty, to znajdziesz ciekawe historie, które mogły przydarzyć się też tobie, a każda osoba, może zinterpretować je w różny sposób.

Nie nadążam za Twoimi zmianami fryzur… Nowy album=nowe cięcie? Czy jest to element kampanii promocyjnej? W takim razie nie mogę się doczekać nowego wydania… Zgadzam się z wszystkim recenzjami, które podkreślają, że jesteś świetnym frontmanem na scenie. Twój sekret na tak energetyzujące występy?

Nie tyle kampania promocyjna, co zwyczajnie znudzenie takim samym wyglądem. Co do fryzury na następny album – jeszcze nie została zaplanowana, może pozostanie tak jak jest, może nie, kto wie? Sekret na energetyzujący występ? Właściwie to nie mam takiego, po prostu wychodzę na scenę i to wszystko dzieje się samo, to coś jak rozdwojenie jaźni, tak sądzę.

Jak odbierasz australijską scenę hard rocka? Czy czujesz, jakbyście byli jedną z małych rybek w wielkim morzu rockowych kapel, czy może już udało Wam się zająć silną pozycję wśród najpopularniejszych grup w Waszym kraju?

Nie tylko współczesna hardrockowa scena w Australii jest pełna małych rybek; czasy potęgi australijskiej sceny rockowej odeszły razem z dinozaurami. Mnóstwo miejsc zamknięto w wyniku wzrastających restrykcji co do hałasu, łatwiejszego zdobycia licencji hazardowych, nie wspominając już o ostrzejszych przepisach antyalkoholowych. Zdecydowanie większy sukces osiągnęliśmy w Europie, to na pewno.

Masz jakieś skojarzenia lub związki z Polską? Mamy nadzieje, że niedługo nas odwiedzicie.

Nie, nie mam, ale z przyjemnością przyjedziemy do Polski. Hej, jeśli załatwisz nam jakieś występy, będziemy tam!

Co nowego majaczy na horyzoncie Koritni? Pracujesz nad nowym materiałem czy potrzebujesz jednak małej przerwy od pisania? Masz jakieś konkretne plany po powrocie do Australii?

Więc, po pierwsze – nie wracam do Australii, teraz mieszkam we Francji. I w tym momencie pracuję nad nowym materiałem, ale to żadna nowość… zawsze tworzę, to konieczność. Tak naprawdę nigdy nie odpoczywam od pisania, wyłączając czas nagrywania i produkcji. To zbyt trudne, by znaleźć energię na pisanie, gdy spędza się w studio 12 godzin dziennie.

Wielkie dzięki za rozmowę. Życzymy Wam najlepszego na przyszłość, keep rockin’! Na zakończenie – chciałbyś cokolwiek dodać lub podzielić się czymś z naszymi czytelnikami?

Dość pytań.. ha ha. Dzięki ludziska!!!

Sasza

ORIGINAL ENGLISH VERSION

Sasza: What’s behind Green Dollar Colour story? You recorded nice album together, what went wrong? How long it took to build a new line-up for Koritni?

Lex: The „Green Dollar Colour” story is a long and relatively uninteresting one. It was a nice album, but it wasn’t ever a band, it was just me and another guy. We recorded the album (which was painful enough, several times during the recording he threatened to fire me or quit), we had it released and then Sam Prevot (my then and current manager) booked a tour. We had to put together a band to tour with as one guitarist and a singer doesn’t really constitute a band. The biggest problem was with the fact that the guitarist had never played live, and he was delaying finding members. I called an old school friend of mine Chris Brown to start rehearsing with (again I nearly got fired for that too) and he was playing great. The tour dates were getting closer and closer and still we had no band. I asked a friend to fly out from France to join the group (Eddy Santacreu) he was the best guitarist I’d ever met, and I was lucky that he quit his job and moved to Australia to join the band. Again the original guitarist wasn’t happy with this arrangement and he threatened to fire me or quit again. For many reasons the situation became unworkable for me, and I helped him resolve there constant threats by quitting (or rather I fired my self ha ha).

This was the best decision, however Eddy wasn’t too happy with it considering he had quit his job to join a band that not only didn’t really exist before, but definitely would not exist now. The problem was that we still had a tour booked for France and I had to live up to those commitments. I said to Chris and Eddy: don’t worry I’ve got a month to find another guitarist and bass player. They said it’s taken you 6 months just to find us! But after auditioning about 150 guitarists and 100 bass players I found the perfect unit. We went on tour and had a great time, and still to this day nobody has been threatened with being fired.

You opened for Scorpions in 2006, tell us about this act. Can you say, that this was one of the main points on your way to popularity in Europe? If not, what was it then?

Yeah that was a great experience! And they are a cool bunch of guys, in many respects they are like your average Australian, they enjoy a good drink and a good laugh (Their manager Peter is absolutely hilarious! he’s great fun!). However I would really put our popularity in Europe down to the public. It seems to me that the Euro public just loves Rock ‚n’ hard Roll. Not to mention there’s a lot of those fans too.

How’s your European tour going? How do you explain your great success in France? What about other countries?

The tour is going great. We’ve got the next few weeks on vacation, and then we’re back on the road in June. France is always great for us, with the fact that our guitarist speaks French (I recently started learning French as well and got 100% on my 1st level French proficiency exam) it means that we can reach a greater public with interviews etc when communicating in the fans own language. But of course having a French manager means that the first territory that you look to exploit is the one closest to home.  But the biggest thing is that we have friends and family that we could stay with in the first few years of touring here in France. That is the biggest key because it meant that we didn’t have to pay daily hotel bills waiting for the next gig.

The most memorable live show for you – where, when and why?

Ummm there are so many, but not what you might expect. I always remember the terrible gigs, as they’re the gigs we remember and laugh about. I think it’s the same with most things, try think about the best meal you’ve had…. it’s hard because if you’re like me you had a lot of great food, now think of the worst meal easy huh? So with that in mind one gig I’ll never forget is the gig that never happened. We were on tour in England we arrived in a city (I can’t remember where it was) but it was horribly cold (so at least with that memory I know it was England) and we turned up to the pub to discover that the support band wasn’t going to come. The problem was that we were going to use their drums and speaker cabs. So no support band = no concert. The pub manager felt so bad for us (because the support band was friends of his) that he gave us free drinks for the night, and we did Karaoke while drinking the pub dry. One of the funniest things that night was Matt (the bass player) singing Wanted Dead or Alive by Bon Jovi. The next thing we realized was it was 3am and we were in a seedy nightclub with loads of fat British girls dressed as if they were super models, trying their best at looking and dancing sexily but failing miserably… Then I think a 4am kebab was consumed or maybe that was just a memory of one of the fat girls eating a kebab, I don’t know but anyway that was one of our gigs that wasn’t a gig.

You always mention Guns’n Roses amongst your main influences. So: Slash or Axl? And now seriously – what do you think about current GnR? Is it still GnR or only Axl’s “voice of despaire”? I’m praying for the reunion…

AXL, AXL, AXL, for me he is and was the sound of gunners. And no, to commit rock n roll blasphemy I’m not hoping for a gunners reunion. I really enjoy the new GnR, and I think there is a real degree of blind nostalgia when people talk about the old guns n roses, live they were average at best, half of them were too smacked out on junk to even bother playing the songs properly! So no I think the band now is far more professional and effective. Sure it’s different but it’s also 20 years later, and I’d prefer to see GnR in the Chinese Democracy style than see Axl singing Velvet Revolting stuff. Besides if they never split up we never would have got one of the best Rock albums ever, „Aint’ Life Grand”  from Slash’s Snakepit.

Any other influences or inspirations? More unexpected than AC/DC…?

Heaps, Little Richard, Wilson Pickett, Mickey Jupp, Freddie King, Jerry Lee Lewis, Aretha Franklin, Jimmy Barnes, Pantera, Z Z Top, Shotgun Messiah, Ministry, Big Bill Broonzy, Elton John, Free, Creedence, the list goes on, but i also really enjoy ambient music like Jean-Michel Jarre and Tangerine Dream.

How can you describe each of your albums in one sentence. Which of them is the most important to you and why? Have you been pleased with fan reactions and reviews for each of them?

Green Dollar Colour… „Thank god it’s over but most importantly colour is spelt correctly!”

Lady Luck…. „An album that raced against the stopwatch that was efficiently executed on a daily dose of cougar (bourbon) and coke, however the artwork seemingly missed the right balance of efficiency and cougar (bourbon) and just turned out like an inefficiently dressed man charading as a cougar.”

Game of Fools…. “Great songs, great artwork, but again that ever present ticking clock that resides in every studio combined with an ever decreasing bank balance meant that time ran out in the studio; I would have liked to have a more „produced” album there, but successful none the less.”

Welcome to the Crossroads… “the first album I’m truly happy with, it’s a great combination of styles while still maintaining a common ground, and the reviews reflect this!”

Can you walk us through some high points of your debut album “Lady Luck”? How the song writing and recording process looked like?

I think the high point of this record was the entire recording process, after the torture of recording ‚Green Dollar Colour’, ‚Lady Luck’ seemed like a pleasant walk in the park. Everything went smoothly and easily. The song writing was only a short affair (off memory I think it was written in 3 months) some of the tracks were actually re-arranged by me in the studio on the day of the recording, not to mention many lyrics were written in the vocal booth. There is a certain rough freshness in that record that’s to be expected when a bunch of guys get together and record an album after having only known each other for 6 months.

Your third album “Welcome to the Crossroads” is a really big piece of kickin’ hard rock’n’roll! Have you made a deal with a devil like Robert Johnson? Or maybe something more mundane influenced you to titled it that way? ;)

If I had a soul I probably would’ve sold it when I was a kid to get a new skateboard or something, but being a good science orientated atheist I don’t actually have a soul to sell, maybe I could borrow yours for a while?

You asked a few special guests to take part of the project – Jeff Scott Soto (WET, Journey), Jeff Waters (Annihilator) and Rusty Brown (Electric Mary). How did this collaboration come about?

Simple really, if you don’t ask then you’ll never know. My old record label Bad Reputation also released „Down to the Bone” by Electric Mary. We met a while back and when it came time to record “Welcome to the Crossroads” I just gave him a call and he was more than happy to record the vox. The same thing for Jeff Scott Soto, I met him when I was about 20 yrs old, and we had some drinks and laughs together in Paris when he was touring the Lost in Translation album, I grabbed his e-mail and kept in touch. But Jeff waters I’d never met (although I hope to one day) I just e-mailed him the song he said, „I love the song dude, there’s just 2 problems, 1 i’m on vacation at the moment, and 2 the solo on the track already kicks ass!!!” I was so happy because I played the solos on the demo that I sent him so Jeff Waters just told me my solo kicked ass ha ha! But as I said „mate I can wait till your vacation has finished and the solo is just a demo so I’m gonna delete it” He ended up playing an awesome solo!

Who’s responsible for lyrics in Koritni? What’s is your message to your listeners? Sex, drugs and rock’n’roll?

99% of the lyrics are written by me. And i don’t have an over whelming message, I just write songs about my life, about things that I’ve experienced or stories people have told me. There’s certainly songs that speak of the rock n roll clichés as I like a lot of other people have experienced them, but that doesn’t summarize my life. If you read my lyrics then you’ll find interesting stories to take home with you, and each person may well interpret them with a different meaning.

I can’t keep up with Lex’s hairstyle… Each album = new haircut? Is this a part of your promotional campaign? I can’t wait for the new release.. J I agree with all of the reviews, which emphasize that Lex is a great frontman on stage. Your secret for such an energizing performing?

Not so much a promotional campaign, but just a case of me getting bored with staying the same. As for the haircut for the next album it hasn’t been planned maybe it’ll be the same maybe not who knows? As for secrets for an energising performance? Well I don’t really have any, I just walk out on stage and it all seems to just happen, a bit like a split personality I think.

How do you find hard rock scene in Australia? Do you feel like you’re only one of the small “fishes” in the big sea of rock bands or you’ve already taken a tough position among  the most famous groups in your country?

No the current Hard rock scene in Australia is full of small fish; the days of a huge rock scene in Australia have gone the way of the dinosaurs. Loads of venues have closed down due to ever increasing noise restrictions, easier gambling licences, and not to mention harsher laws about the services of alcohol. We definitely enjoy better success in Europe that’s for sure.

Do you have any associations or connections with Poland? We hope for your visit in here soon.

No we don’t, but we’d love to come to Poland. Hey if you get us some gigs we’ll be there!

What’s new on the horizon for Koritni? Are you working on some new material or you need to take a break from writing? Do you have any specific plans after your return to Australia?

Well firstly, I’m not returning to Australia, I’m now living in France. And right now I’m working on new material, but that’s nothing new … I’m always writing, it’s a compulsion. I never really take breaks from writing except when I’m recording and producing. It’s too difficult to find the energy to write when you’re in the studio for 12 hours a day.

Thanks’ a lot for your response. We wish you all the best for the future, keep rockin’! To round things off – anything you want to add and share with our readers?

No more questions… ha ha. Cheers mate!

Sasza

Advertisements

Tagi: , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: