Blues Creation – Demon And Eleven Children (1971)

Acid rock, prog folk, hard psych blues – określeń na muzyczny kocioł lat siedemdziesiątych jest mnóstwo, a żadne z nich nie odda w pełni obrazu tego okresu. Z jednej strony sprzeciw wobec hipisowskiej sielanki, z drugiej zafascynowanie mistycyzmem, magią i narkotykami – taka była rzeczywistość wielu zespołów tej dekady, z Led Zeppelin i Deep Purple na czele. Wpływom tym nie oparł się (na szczęście) także Kazuo Takeda i jego legendarna formacja – Blues Creation.

BC to grupa występująca w trzech odsłonach – po nagraniu debiutanckiego albumu z bluesowymi coverami Takeda całkowicie wymienił skład i nagrał klasyczne już „Demon and Eleven Children”. Nieco później rozwiązał zespół i wyjechał na Zachód, by po powrocie reaktywować formację pod nazwą Creation. W swoim życiu nie raz stykał się, zwłaszcza na początku muzycznej kariery, z reprezentantami brytyjskiego protometalu, czyli ciężkiej odmiany bluesa (vide pierwsze nagrania Black Sabbath). Inspiracje czerpane z Europy stały się zresztą podstawą stylu i późniejszego sukcesu grupy. Sam Takeda nie ukrywał m.in. przyjaźni z muzykami angielskiego zespołu Mountain, czy fascynacji zagrywkami Tonny’ego Iommiego.

Blues Creation, tak jak inne japońskie kapele tego okresu, całymi garściami czerpało z Zachodu. Różnica między nimi a, przykładowo, Far East Family Band czy Speed, Glue & Shinki jest taka, że grupa Takedy wprowadzała do swojej twórczości bardzo mało orientalnego feelingu. Psychodeliczne riffy łączyli z wesołym, bluesowym pobrzdękiwaniem, solówkowe wyścigi z romantycznymi kompozycjami, a pulsowanie basu z prostymi do bólu partiami perkusyjnymi. Praktycznie nigdzie jednak nie słychać było tego charakterystycznego, japońskiego pierwiastka. Dobrze czy źle, każdy powinien do tego podejść na swój własny sposób.

„Demon and Eleven Children” swoją pozycję osiągnęło długo po wydaniu – w pierwszych latach istnienia w muzycznym eterze uważane było po prostu za kolejną niezłą płytę z tej części świata. Dopiero kolejne pokolenie fanów sprawiło, że ten właśnie album Blues Creation stał się jednym z najważniejszych w historii japońskiej muzyki lat siedemdziesiątych.

Grupa już w otwierającym utworze nawiązuje do popularnej tematyki postnuklearnej, rozpoczynając kawałek od… prawdziwego zapisu wybuchu bomby atomowej. Następny w kolejności „Mississippi Mountain Blues” to typowy przykład blues rocka, inspirowany podobną kompozycją japońskiego zespołu Flower Travellin’ Band. Dalej mamy już totalną mieszankę wszystkiego co najlepsze. Z jednej strony BC w charakterystyczny dla tego okresu sposób łączy balladową kompozycję z hard rockowymi wstawkami („Sorrow” oraz „One Summer Day”), z drugiej – idealnie akompaniuje Takedzie w jego gitarowym szaleństwie (większość utworów cechują bardzo rozbudowane solówki, prawie zawsze ocierające się o elementy progresywne), zwłaszcza w utworze „Brain Buster” (gitarzysta przyznaje, że sporo zagrywek podpatrzył od wspomnianego kolegi po fachu z Black Sabbath). Warto podkreślić, że mimo wesołkowatego „Mississippi Mountain Blues”, całą płytę cechuje atmosfera niepewności i strachu, wszędzie czyhającego zagrożenia.

Z racji wyzbycia się części japońskiej, muzycznej tożsamości, Blues Creation spokojnie mogłoby znajdować się w drugiej lidze brytyjskiego boomu obok takich sław jak Budgie czy Cactus. Warto poznać całą dyskografię, ale „Demon and Eleven Children” zasługuje na szczególne uznanie. Także za jedną z najbrzydszych okładek w historii rocka.

Advertisements

Tagi: , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: