Black Country Communion – Afterglow (2012)

Supergrupy – temat kontrowersyjny, zwłaszcza z semantycznego punktu widzenia. Niedługo minie pół wieku od powstania prawdopodobnie tej pierwszej – brytyjskiego The Steampacket z Rodem Stewartem na wokalu. Zespoły złożone z zasłużonych już muzyków zawsze cieszyły się dobrą reputacją, wystarczy spojrzeć na Cream lub Bad Company. W ostatnich latach idea supergrupy powróciła, wydając na świat Audioslave, Chickenfoot, Them Crooked Vultures czy SuperHeavy. Jednak najciekawszą z nich, choć ustępującą Chickenoot Satrianiego na polu przebojowości, okazało się Black Country Communion, które po czterech latach działalności wydaje swój trzeci studyjny album – „Afterglow”.

Skład grupy prezentuje się wybornie. Mózgiem całego przedsięwzięcia wydaje się być Glenn Hughes, basista i wokalista, który grał między innymi w Trapeze, Deep Purple oraz Black Sabbath. Drugim filarem jest, wyrastający na gitarowego tytana naszych czasów, gitarzysta Joe Bonamassa, świetnie znany fanom bluesa. Sekcję rytmiczna tworzą wiecznie zapracowany klawiszowiec Derek Sherinian oraz perkusista Jason Bonham (tak, z tych Bonhamów!). Ostatnim załogantem został legendarny producent Kevin Shirley, który spina klamrą wybuchowe charaktery komunistów.

Album rozpoczyna, o ironio, kiepskie i połamane rytmicznie „Big Train”, które ratują jedynie przyzwoite klawisze. Dalej jest jednak dużo lepiej. Panowie z BCC serwują nam różne odmiany hard rocka – od lekko południowej („This Is Your Time” oraz „Cry Freedom”), przez typowo brytyjską (echa The Who w „Midnight Sun”) i amerykańską („Dandelion” zrobiony w takim samym klimacie co „Rattle and Hum” U2) aż po funkowo-space’owe „Common Man”. Na płycie znalazły się także trzy znakomite power ballady – „The Cicle”, „The Giver” i ze wszech miar znakomite, zmysłowe „Afterglow”, w którym pokazano, jak można połączyć smyczki z rasowym rockiem. Wydawnictwo zamyka „Crawl” – kompozycja przekombinowana i całkowicie bez wyrazu – brzmi, jakby BCC chciało zagrać w stylu mocniejszych kawałków Led Zeppelin, ale nie miało pomysłu na riff.

Muszę przyznać, że dopiero ta płyta Bonamassy i spółki przyciągnęła mnie na dłużej do odtwarzacza – dwie wcześniejsze, po pobieżnym przesłuchaniu, trafiły do worka „może kiedyś mi się spodoba”. W „Afterglow” notorycznie przewija się klimat klasycznego rocka z lat siedemdziesiątych, z wpływami Led Zeppelin i, co oczywiste, Deep Purple na czele. Mimo dobrych kompozycji i świetnych instrumentalistów w BCC przeszkadzają mi jednak dwie rzeczy. Po pierwsze – wokal Glenna Hudgesa, który basistą jest wybornym, ale jego śpiew wybitnie działa mi na nerwy. Może dać więcej partii wokalnych Bonamassie? W utworze tytułowym swoje zadanie za mikrofonem wykonał pierwszorzędnie. Drugim minusem wydawnictwa jest produkcja – ciągle mam wrażenie, że czegoś jest tutaj za dużo. Basu? Klawiszy? Trudno powiedzieć, ale w tej materii przydałoby się jeszcze kilka szlifów.

Gdybym chciał zapoznać kogoś z Black Country Communion, jako pierwszą poleciłbym mu właśnie tę płytę. Kompozycje osadzone w tradycji rocka są na tyle przystępne i nowoczesne, że powinny zadowolić nie tylko zatwardziały rockowy beton. No i te solówki!

Reklamy

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: